"Krótko po podpisaniu traktatu z Bundesrepubliką i utworzeniu nowego landu ze stolicą w Allensteinie doszło do plebiscytu wśród ludności gmin Gołdap, Dubeninki, Wiżajny, Giby, Puńsk i Sejny. Wyniki plebiscytu, jak to zwykle bywa, okazały się dziwaczne i niczego nie mówiły, bo też i co najmniej osiemdziesiąt procent uprawnionych nie poszło do urn, rozumując słusznie, że lepiej pójść do knajpy. Nie było zatem wiadomym, czy i jaki odsetek ludności ma się za Wschodnich Prusaków, Północnych Polaków, Lewobrzeżnych Żmudzinów czy innych Jaćwingów. Tak czy inaczej, w niecały miesiąc po plebiscycie granicę przekroczył litewski korpus w składzie dwóch dywizji: regularnej "Gedyminas" i ochotniczej "Plechavicius". Korpusem dowodził generał Stasys Zeligauskas. Litwini zajęli niezdecydowane gminy prawie bez oporu, bo większa część naszej armii była właśnie w Iraku, gdzie spłacała polski dług wobec Wolnego Świata. Mniejsza część naszej armii też była zajęta, bo dokonywała demonstracji siły na Śląsku Cieszyńskim.
Korpus Zeligauskasa szybko opanował Sejny, ale Suwałk nie zajął, bo powstrzymały go jednostki Grenzschutzu i Sto Pierwsza Airborne z Gdańska. Ani Niemcy, ani Amerykanie nie życzyli sobie szaulisów w Prusach Wschodnich. Rząd polski zareagował serią not i wystosował oficjalny protest do ONZ, na co rząd litewski odpowiedział, że o niczym nie wie. Zeligauskas - oświadczył litewski ambasador - działa bez rozkazu i na własną rękę, bo cała rodzina Zeligauskasów to z dziada pradziada zapalczywcy i gorące głowy, nie znające pojęcia "subordynacja".
Wprawdzie Niemcy, Amerykanie i zmobilizowane pospiesznie jednostki Samoobrony wyparły po pewnym czasie szaulisów za linię Czarnej Hańczy, jednak konflikty zbrojne nie ustawały. Generał Zeligauskas ani myślał wycofać się za linię Curzona i odgrażał się, że wygoni Niemców z Suwalszczyzny, bo Polaków to on może i będzie tolerował, ponieważ to nic innego jak spolszczeni autochtoni, ale Germanów to on nie cierpi i nie zniesie. Oczywista, Zeligauskas nie używał niepopularnego na Litwie określenia "Suwalszczyzna". Po litewsku mówiło się "Lewobrzeżna Żmudź". Chodziło, rzecz jasna, o lewy brzeg rzeki Nemynas, dawniej Nieman, a jeszcze dawniej Niemen.
Senat Rzeczypospolitej nie podjął w sprawie suwalskiej awantury żadnych ustaleń. Dyskutowano, czy nie sięgnąć do doświadczeń naszej przebogatej historii, która wszak lubi się powtarzać, ale nie osiągnięto zgodności, do czego sięgnąć. Niektórzy senatorowie optowali za nową unią lubelską, inni - jak zwykle - woleli nowy pogrom kielecki."